czwartek, 10 lipca 2014

2. Ten-Ten narratorką!
Niespodzianka!
_____________________________________________

  Ciemność..
Z każdej strony otacza mnie ciemność..
A wśród niej zdaje się tylko słyszeć przytłumione głosy.
Ale znajome głosy..
- Ten-Ten..
Czyżby ktoś mnie wołał?
- TEN-TEN!
- Nie wydzieraj się tak, Lee.
- Chcę ją obudzić!
- To rób to ciszej.
- BU!
- Co robisz Sensei?!
- To było świetne Sensei! Mogłaby się obudzić!
- Hmm.. ale tego nie zrobiła, Lee.
- A szkoda..
- Muszą być inne sposoby.
- O tak, Neji! Zróbcie jej usta - usta, to zawsze pomaga.
- I kto to niby zrobi?
- Ja Sensei!
- Dobrze Lee, jestem z ciebie dumny!
- Nie chcę na to patrzeć..
DOŚĆ! Otworzyłam natychmiastowo oczy. Nachylał się nade mną Lee z dzióbkiem. Zatkałam mu ręką buzie i mocno odepchnęłam.
- Ten-Ten! - zawołał Lee masując guza na głowie. Obok mnie stał Neji z rękami w kieszeni i ze znudzoną miną. Guy-Sensei pomagał wstać Lee wzdychając.
- O widzisz Lee, obudziła się! To zawsze pomaga. - wzruszył ramionami. Brwisty wstał i pokazał kciuka w moją stronę.
- Nie ma za co!
- Więc.. spałaś tu? - spytał Neji wpatrując się we mnie. Jego oczy są takie.. białe. Tak wiem - jestem spostrzegawcza. Ale ta biel przeraża. Jego oczy są zimne, i wgapiają się we mnie..
- Ughh.. - zadrżałam. Sama nie wiem co powiedzieć. Od jego spojrzenia odebrało mi mowę. Odwróciłam wzrok i powoli wstałam opierając się o drzewo pod którym.. spałam?
Rozglądnęłam się niepewnie po okolicy. To przecież ta mała polanka w lesie gdzie ćwiczymy. Musiałam pewnie się zmęczyć podczas treningu i położyłam się pod drzewem. A że byłam wyczerpana to zasnęłam.
- Najwyraźniej. - rzuciłam cicho. Guy-Sensei klepnął mnie po plecach i pokazał kciuka.
- Jestem z Ciebie dumny! - zawołał, a od jego błyszcząco-białych zębów odbiło się światło słoneczne rażąc mnie w oczy.
- Ja też jestem z ciebie dumny, Ten-Ten! - wyszczerzył się Lee. Po chwili Guy pacnął go mocno w tył głowy.
- Ty nie możesz być dumny, Lee. Tylko ja mogę! - zawołał z szerokim uśmiechem, na co Lee ze łzami w oczach pokiwał głową że rozumie i pokazał kciuka. Sensei objął go i przytulił mocno. Zaraz obaj zaczęli płakać.
- Lee! - zaciągnął mistrz na co Brwisty chlipnął i płaczliwym tonem w głosie pisnął :
- Sensei!
Razem z Neji'm westchnęliśmy ciężko.
Jestem mocna jeżeli do dziś z tą dwójką wytrzymałam. Jestem z siebie dumna! Ale cóż.. teraz mam ważniejsze sprawy na głowie, tylko jakie..
Ahh tak! Urodziny Hinaty są jutro, Ino powiedziała że się wszystkim zajmie, a ja muszę tylko odciągnąć Hinate od wioski. Na dodatek Ino zapewniła mnie, że znajdzie mi kogoś do pomocy i dodała że to ''NIESPODZIANKA''. Nie wiem czy mam się bać czy cieszyć. Z nią to lepiej uważać, jest nieprzewidywalna. Kto wie co wymyśliła. Ale to nie moje największe zmartwienie.. Nie miałam za dużo czasu by pomyśleć gdzie wybiorę się z Hinatą! Wygląda na to, że będę musiała improwizować.
- Która godzina? - westchnęłam ciężko i spojrzałam na obok stojącego Neji'ego. 
Guy-Sensei podrapał się po swojej brodzie. - Wczesna Ten-Ten, wszesna.
- W takim razie będę się zbierać.. - uśmiechnęłam się speszona. Musiałam tu długo leżeć, bo strasznie bolą mnie plecy. Nie mogę się nawet zgiąć. Wygięłam twarz w grymasie i podrapałam się po plecach.
- Wszystko w porządku? - spytał Lee z zaniepokojonym wyrazem twarzy. - Możesz chodzić?
- Nic mi nie będzie. - spojrzałam na niego ze znużonym uśmiechem. Na te słowa uśmiechnął się, ale nadal wyglądał na niespokojnego. Guy-Sensei poklepał go po plecach i podniósł kciuka.
- Jeśli coś będzie nie tak, zaniosę ją! - wyszczerzył się w moją stronę, a Brwisty spoglądnął na niego z podziwem. Kątem oka zobaczyłam jak Neji wzdycha. Ahh.. Lee podziwia naszego Sense'ia za wszystko. Mogę sobie nawet wyobrazić jak będzie wyglądał za 20 lat, bo nie jest to wcale trudne.
Przechyliłam powoli głowę i ziewnęłam. Wyprostowałam ręce z zamiarem dotknięcia palców u stóp, ale nie mogłam. Nie myślałam że jest aż tak źle..
Naprawdę będę się zbierać, zaraz muszę być pod DUŻYM DRZEWEM.
- To do zobaczenia na przyjęciu! - odwróciłam się na pieńcie.
- Na razie! - zawołał za mną Lee. Guy-Seinsei pokazał wymownego kciuka, a Neji kiwnął tylko głową na pożegnanie.
  Ruszyłam w stronę Konohy. W całym lesie słychać było śpiewy ptaków, a z każdym swoim krokiem słyszałam trzask łamanych się pode mną liści. Mam chwilę czasu by zastanowić się gdzie wybierzemy się z Hinatą. Ale z drugiej strony to ta druga osoba, którą poprosiła Ino, może coś wymyśli. Inaczej mówiąc - mam taką nadzieję.
Po krótkiej przechadzce przez las doszłam wreszcie do granicy lasu. Konohagakure jest taka ładna o tej porze roku. Ni to zimno, ni to ciepło - normalnie w sam raz. Ale jakby się tak zastanowić.. wypadło mi z głowy że jest przecież grudzień. Dziwne jest to że nie pada śnieg. Ale to może lepiej, na przyjęciu Hinaty nie będziemy zamarzać.
Wkroczyłam szybkim krokiem do miasta. Skręcałam w różne uliczki, mijając lekceważąco nieznajome mi twarze.
Po ostatnim zakręcie wyszłam na prostą dróżkę do DUŻEGO DRZEWA. Z daleka widziałam znajome mi sylwetki Ino i Hinaty. Stały pod drzewem rozmawiając o czymś. Zaczęłam biec w ich stronę, lecz nagle poczułam pulsujący ból w lewej nodze. Na szczęście nie przeszkodziło mi to w szybkim dotarciu do nich, choć teraz wiem, że mogę mieć później kłopoty.
Pomachałam ręką kilka razy pokazując że się zbliżam.
- Ten-Ten! - zawołała z entuzjazmem Yamanaka. Stojąca obok niej Hinata uśmiechnęła się tylko. Czy wszyscy Hyuuga tak mają, że witają i żegnają się jednym gestem..?
- Mam nadzieję że się nie spóźniłam. - wydyszałam opierając się o własne kolana. Ino poklepała mnie po plecach.
- No coś ty!
Uśmiechnęłam się blado, a po chwili ziewnęłam. Nie jestem zmęczona, a i tak ziewam.
Yamanaka rozglądnęła się dziwnie, jakby na kogoś czekała.. A, może na tą drugą osobe.
- No.. - zaczęła speszona Hinata. - To na co jeszcze czekamy?
Spoglądnęłam na Ino, która wyglądała na coraz bardziej zdenerwowaną. Nie rozumiem, o co jej może chodzić. Odwróciłam się w strony Hinaty, i wspólnie wymieniłyśmy spojrzenia. Obie zauważyłyśmy że coś tu nie gra..
- Jestem. - nagle usłyszałam nad sobą męski głos. Było w nim coś dziwnego, ale i znajomego..
- Gaara-Kun! - wykrzyknęła dziwnie uradowana Ino, patrząc jak czerwono-włosy chłopak zeskakuje z drzewa.. CZEKAJ, CO?
Spojrzałam gwałtownie na Gaare, potem na Ino, a później na Hinate - i z powrotem.
- C-co? - spytałyśmy wspólnie z białooką w tym samym czasie. 

W gruncie rzeczy Hinata bardziej się zająkała, a ja bardziej krzyknęłam. Obie spojrzałyśmy na Ino.
- Ahh, tak! - machnęła na nas ręką z szerokim uśmiechem na twarzy tak jakby nic się nie stało.
- To taka jakby.. Niespodzianka!
Stojąco obok Hinata westchnęła ciężko, a ja wbiłam wkurzony wzrok w szczerzącą się blondynkę. Uśmiechała się od ucha do ucha patrząc na nas. Po co go poprosiła? Przecież dałabym sobie rade, a jakby ktoś nas w jakikolwiek sposób zaatakował to pokazałybyśmy mu gdzie jego miejsce. Bo przecież kto by zadzierał z takimi Kunoichi jak my? Co ona sobie myślała?
- Cieszę się że idziesz z nami, Gaara-Sama. - usłyszałam głos Hinaty. Widzę że prędko pogodziła się z tą sytuacją. Oparłam się na jednej nodze, udając ''niedostępną''.
- Ja też. - wypowiadając to spojrzałam na Ino, która najwidoczniej poczuła moją nie chęć. Złożyła ręce, a z ruchu jej ust wyczytałam ''przepraszam''. Westchnęłam.
- No to ruszajmy! - rzuciłam zmęczona tym wszystkich.
- Hai. - podeszła do mnie białooka. Spoglądnęłam na Gaare. Kiwnął głową abyśmy poszły przodem. Nie będę się przecież nim kłócić, chwyciłam Hinate pod rękę i ruszyłyśmy w stronę wyjściowej bramy. Nie możemy przecież zostać w Konoce.
Ino odprowadzała nas wzrokiem, machając przy tym energicznie.
  Po pewniej chwili byliśmy już pod bramą. Przez całą drogę rozmawiałam z Hyuugą, a Gaara spokojnie za nami szedł.
- Gaara-Sama. - kiwnęli głową strażnicy bramy na pożegnanie. Czerwono-włosy odkiwnął im z gracją. Czemu to nas nie żegnają? Czuję się niewidzialna i niedoceniona.
- To gdzie idziemy? - spytała chwile po tym Hinata. Spojrzałam na Gaare. ''Masz jakieś pomysły?'' - chciałam spytać, ale przecież biało-oka myśli że mamy już plany. Nagle chłopak chwycił mnie za ramie i przyciągnął bliżej siebie.
- Masz jakiś plan, nie? - wyszeptał. To mnie totalnie załamało. Z głupkowatym uśmieszkiem pokiwałam przecząco głową, na co westchnął ciężko. Puścił mnie, chwycił swój podbródek i zaczął go gładzić, informując że myśli. Oby coś wymyślił, bo jedynym miejscem które przychodzi mi teraz do głowy jest ta polanka gdzie ćwiczymy..
- Nie mamy wyjścia. - powiedział nagle. Razem z Hinatą spojrzałyśmy na niego zaciekawione. Wymyślił coś!
Gaara ponownie westchnął i założył ręce na klacie.
- Idziemy do Wioski Piasku. Chwila ciszy. Czerwono-włosy spoglądał raz na mnie, a raz na Hinate.
- Co? - wreszcie spytał.
- Hmm.. no.. - zaczęłam ironicznie, lecz spojrzał na mnie wymownym wzrokiem. Jego oczy mówiły - ''Sama nic lepszego nie wymyśliłaś''. No w sumie prawda. Nie wymyśliłam i nie wymyślę.
- A to nie za daleko? - spytała zaniepokojona Hinata.
- No coś ty. - odpowiedział czerwono-włosy uśmiechając się spokojnie. Hmm.. Niby nie za daleko, a my musimy zająć czymś Hinate. W sumie czemu nie. Ale jeśli coś pójdzie nie tak - to pełna dumy powiem ''A nie mówiłam?''. Spojrzałam na Hinate pytającym wzrokiem, na co ona pokiwała potwierdzająco głową. No dobrze.
- Ruszamy. - zawołałyśmy razem. Gaara dygnął głową. Nie wiem czy mam się cieszyć czy nie. Czego mam się spodziewać po Wiosce Piasku, a co ważniejsze.. Czego mam się spodziewać po drodze którą musimy przejść? Możliwe że idzie się tam trzy do sześciu godzin. Możliwe że.. odpadną mi nogi podczas drogi. Sama wymyślam problemy, ehh.
- Musimy zabrać jakieś jedzenie na drogę? - wtrąciła Hinata. Podniosłam głowę na Gaare, który się wzdrygnął.
- Ahh tak! - podniósł rękę ku górze. Zaraz przy nim pojawiło się dwóch człowieczków. Podbiegli do mnie i zasypali mnie torbami.
- C-co?! - jęknęłam załamanym głosem. Oboje mi się pokłonili i znikli we mgle. Spojrzałam na Gaare zszokowanym wzrokiem. Zgięłam się przy tym od ciężaru toreb.
- O-oi! - wyciągnął ku mnie ręce czerwono-włosy.
- B-bardzo Cię przepraszam, Ten-Ten.
Powiedział zawstydzonym głosem i zabrał się do 'rozbierania' mnie z paczek. Hinata również podbiegła i pomogła mi wstać.
- M-musieli Cię wziąść z-za moją bagażową.. - wyjąkał.
Westchnęłam zdegustowana. Czy ja wyglądam na jakiegoś chłopca od noszenia? To straszne!
Przeliczyłam paczki - było ich 6. To ma być dzień Hinaty, więc ona powinna nosić najmniej. I tak podczas drogi zjemy większość, więc..
- Ja wezmę dwie torby, Hinata jedną.. - postanowiłam stanowczym głosem.
- A ja trzy? - zapytał roześmiany Gaara.
- N-no tak, jesteś mężczyzną. - odpowiedziałam. Czerwony kiwnął tylko głową zgadzając się. Jest tu jedynym mężczyzną, jakby się tak zastanowić.. To on powinien nosić wszystkie torby, ale już trudno. Wzięłam w ręce dwie paczki i ruszyłam do przodu. Moi towarzysze również podnieśli swoje części.
Zanim się obejrzałam szłam z tyłu za Gaarą i biało-oką którzy wysunęli się do przodu idąc obok siebie.
- Jak jest w twoim mieście? - spytała Hyuuga. Nie wiem czy ją to ciekawi czy po prostu próbuje być miła. Albo nie próbuje, po prostu taka jest.
Minęła godzina drogi, a zostały tylko trzy torby z jedzeniem. Przez cały czas szłam za nimi znudzona. Gaara przez cały czas opowiadał o swojej wiosce, a Hinata wydawała się być zafascynowana. Mnie to za to strasznie nudziło.. Jedyną rozrywką były krzaki i drzewa. Idąc - a raczej wląc się - patrzyłam na krzaki z obu stron. Oglądając tak widoki nagle zauważyłam że coś nad nami się ruszyło. A może to tylko wiatr.. Poszłam dalej. Odwracałam się co kilka kroków, ale nic podejrzanego nie widziałam..
Aż nagle zobaczyłam czarny materiał za zielonymi liśćmi jakiegoś krzaczku.
- Myślę że mamy kłopot.. - odezwałam się. Gaara spojrzał na mnie pytająco, a potem zmniejszyły mu się źrenice.
- Padnij! - krzyknął i popchnął Hinate, by odskoczyła. Nie zdążyłam nawet zapytać o co chodzi, a on rzucił się na mnie i po chwili oboje leżeliśmy na ziemi. Leżąc zobaczyłam tylko sylwetkę skaczącego nad nami zamaskowanego mężczyznę.
Czerwono-włosy wstał szybko i zaczął atakować rabusia. Zorientowałam się że jest ich więcej. Podbiegłam do Hinaty która właśnie wypędziła do krzaków jakiegoś zamaskowanego małolata. Z tego co zobaczyłam zwnioskowałam że ja nikogo nie pokonałam. Gaara unieszkodliwił czterech, a biało-oka jednego czy dwóch. Jestem tu nie potrzebna. Aż nagle Hinata chwyciła mnie mocno za ramie.
- Dym! - zawołała. Spojrzałam w stronę którą mi wskazywała - miała rację. Dziwna mgła powiększała się ze strony Gaary, który uciekał stamtąd z zatkaną rękawem buzią. Chyba to nie był zwyczajny dym, tylko..
- O nie.. - wymramrotałam. Szybko popchnęłam Hinate by uciekała i pobiegłam za nią. Lecz odezwał się ból w lewej nodze.
Przystanęłam. Pulsujący ból coraz bardzie mnie bolał, za chwile bym upadła, ale poczułam nagle się lekka. Spojrzałam w tył, i zobaczyłam Gaare który wziął mnie na ręce i zapieprzał.
- Gaa..
- Szybko! - przerwał mi z krzykiem. Byliśmy tuż za Hinatą. Odwróciła się w biegu, i zauważyłam na jej twarzy aktywnego Byakugana.
- Przed nami rzeka! - zawołała.
- Nie mamy wyjścia! - odkrzyknął jej czerwono-włosy. Hinata tylko kiwnęła głową i zniknęła za krzakami. My po chwili zrobiliśmy to samo. Liście uderzały mi o twarz a nogami zahaczałam o patyki. No trudno, taka jest kara za nic nie robienie. Czuję się ciężarem.
Zaraz po tym poczułam wiatr. Wiał z każdej strony a my.. spadaliśmy! Spojrzałam w dół i zobaczyłam mnóstwo wody, po tym zerknęłam na czerwono-włosego który wydawał się być spokojny. Choć pewnie mu przeszkadzałam. Nagle poczułam wielki nacisk wody. Zamknęłam oczy i czekałam na śmierć..
Ale to chyba nie nastąpi szybko, bo poczułam że wody ubywa. Spoglądnęłam w górę i ujrzałam Gaare który dźwigał mnie na brzeg. Położył mnie na kamieniach, obok Hinaty i westchnął.
- Przepraszam Gaara. - jęknęłam. To oczywiste że jestem ciężka, spułczuję mu. Równie dobrze mógł mnie tam zostawić.
- Oi weź. - usiadł obok i machnął na mnie ręką. Zabrał ryż z pozostałych dwóch toreb zaczął go jeść.
- Każdemu się mogło zdarzyć..
- Jedz Ten-Ten. - uśmiechnęła się do mnie biało-oka podsuwając mochi. Kiwnęłam podzięgawczo (jest takie słowo?) głową i wsadziłam pierożka do buzi.
Odpoczywaliśmy z kilka długich godzin, aż się zciemniło. Nie opłaca nam się wracać do Konohy, choć jutro są urodziny Hinaty. Myślę że dziś dojdziemy do Wioski Piasku i jutro z rana wyruszymy do domu.
Zabraliśmy wszystko co potrzebne i wyruszyliśmy. Tym razem musimy być ostrożniejsi, jest wieczór, a o takich godzinach czai się najwięcej złoczyńców. Gaara szedł za nami, a ja z Hinatą obserwowałyśmy swoje strony.
Po krótkim marszu stwierdziłyśmy że nikogo chyba tu nie ma. Gaara jednak wolał być przygotowany i szedł bliżej krzaków zaglądając czy nikogo za nimi nie ma.
- Rzućcie mi coś ciężkiego. - poprosił po chwili. Tylko po co mu 'to coś ciężkiego'? Hinata zaczęła grzebać w rzeczach i znalazła jakieś dziwne metalowe kółko. Podała mi je żebym rzuciła. Czerwono-włosy naleglał bym mu rzuciła więc zamachnęłam się i rzuciłam w niego.
Niestety w tej chwili coś zahuczało w krzakach i odruchowo Gaara odwrócił głowę i.. BAH!
- Gaara-Sama! - zawołała przerażona Hinata. To dziwne kółko mocno trafiło go w czoło..
Boże zabiłam go!
- Oj. - załamałam ręce. To moje wina że on teraz tak leży. Biało-oka podbiegła do niego i zaczęła coś sprawdzać medycznie. Oby żył!
- Jest nieprzytomny.. Ten-Ten! - zwróciła głowę w moją stronę z politowaniem. Tak wiem - to moja wina, ale chociaż.. nie umarł. Co teraz zrobimy.. Mamy go zanieść?
- Rany Boskie.. - usłyszałyśmy nad sobą głos. Przerażona Hinata zastygła bez ruchu, a ja jednak się zaciekawiłam.
- Zabijesz każdego, nawet Kazegaze. - powiedział ktoś ironicznie. Zdenerwował mnie trochę, że niby jestem nieudacznikiem. Ze złością spojrzałam w górę..
- Sasuke!
_______________________________________________________________________

Hmm.. Ta historyjka jest nudna.
Myślę że będą jeszcze 3 części, mam nadzieję..

TAGI:
Tenten,
Lee,
Neji Hyuuga,
Hinata Hyuuga,
Gaara,
InoYamanaka,
NejiTen,
GaaHina,
LeeTen,
GaaTen - to opowiadanie nie miało być GaaTen, po prostu Tenten jest..
ciężarem i dlatego on musiał ją nosić! xD




piątek, 4 lipca 2014

1. Ino narratorką!
Jestem mądrzejsza od Shikamaru.
_______________________________
  Zielona trwa poruszana delikatnie chłodnym powietrzem..
Błękitne niebo na którym jakby płyną białe chmurki..
Za jedną z chmurek przeleciał sobie ptak z głową Lee..
Siedzę na łące, siedzę sama.
Kładę się w tej miękkiej trawie.
Na rękę wchodzi mi biedronka, biedronka z głową Naruto..
Jest obleśna więc od razu ją zrzucam.
Gąsienica, która kiedyś stanie się pięknym motylem przechodzi po ziemi. Wstaję przerażona.
- Fu ile tu robaków! Nawet Naruto! - mówię do siebie.
Odwracam się i widzę wydmy.
A co oznaczają wydmy? Morze!
Uradowana ruszam w tamtą stronę.
- Augh! - nagle potykam się o kamień!
A nie.. to nie kamień, tylko głowa Lee.
Idę dalej. Po chwili wkraczam na wydmy.
Odwracam się jeszcze by spojrzeć na łąkę.
Odwracam się i widzę Shino siedzącego na kamyku.
A nie, to nie kamyk, to głowa Lee.
Z uśmiechem na twarzy biegnę w stronę morza!
Ściągam buty i ostrożnym krokiem stąpam po ciepłym piasku. Wreszcie trafiłam - trafiłam na brzeg morza.
- Co ty tu robisz? - pyta znajomy głos.
Patrzę w lewo. Nikogo nie ma.
- Dziwne.. - mamrotam.
- Jestem z drugiej strony. - nagle znowu słyszę ten głos.
- Nie sądziłem że jesteś aż tak głupia.
Spojrzałam w prawo.
- Shikamaru w sukience! - zawołałam.
- To nie sukienka, to szlafrok!
Zrobiło mi się głupio. Uświadomiłam sobie że to sen. Sen, w którym Shikamaru jest w sukience..
- W szlafroku.
- Cicho! - wrzasnęłam.
- Obojętne mi..- mruknął. Nie zdziwiło mnie to wcale bo on ma zawsze wszystko gdzieś. Jego twarz była znudzona, co również nie było czymś nowym. Nagle podszedł do niego Chōji. Chōji miał w rękach pudełko z pączkami.
- Chcesz? - spytał mnie podsuwając pudełko pod mój nos. Pokiwałam głową że nie.
- Skąd je masz?
- To twój sen, możesz poprosić o wszystko. - powiedział bez przekonania Nara. Spojrzałam na niego.
 Miał racje - to był mój sen.
- Ahh! To fantastycznie! - podskoczyłam.
- Moim pierwszym życzeniem jest.. - nie dokończyłam a grubas znikł. Za nim Shikamaru. Potem morze, niebo, piasek.. Otworzyłam oczy.
Byłam w domu. Budzik dzwonił.
- Dziewczyno! Wyłącz ten budzik! - z pokoju było słychać wrzaski taty.
- Już, już..- podniosłam się z łóżka i wyłączyłam budzik.
Stałam tak przy wyłączonym budziku i zastanawiałam się po co nastawiałam ten budzik. Nie byłam taka jak Shikamaru. Ustawia budzik na siódmą, a gdy obudzi się minutę przed, narzeka że nie chce mu się wstać wyłączyć. Nie, nie byłam taka. Jak ustawiłam budzik, to na pewno znaczyło że coś miałam zrobić albo z kimś się spotkać..
- O nie! - krzyknęłam przerażona. Spojrzałam jeszcze raz na zegarek. Tak - byłam spóźniona. Przeraził mnie też fakt że mogę być głupsza od Nary! Obiecałam Asumie że będę ich pilnować, a to oni powinni pilnować mnie!
- Okey! - wzięłam się w garść - Teraz szybko się ubiorę i polecę na to spotkanie! - mówiłam sama do siebie. Byłam już rozbudzona więc zaglądnęłam do szafy. W sumie to nie szłam na randkę więc nie musiałam się jakoś stroić. Ubrałam normalne ciuchy, uczesałam kucyka z tyłu głowy, wpięłam spinkę.. Gotowe! Mogę iść.
Wybiegłam ze swojego pokoju i ruszyłam prosto w stronę wyjściowych drzwi.
- Tato wychodzę! - powiedziałam tak głośno by mnie usłyszał. Nie zdążył zapytać gdzie a ja już byłam na ulicy. Rozglądnęłam się. Nie bardzo pamiętałam gdzie się miałam z nim spotkać.
- A niech to! - przeklinałam sama na siebie. Zaczęłam grzebać w kieszeniach. Nagle w palcach poczułam jakąś karteczkę. Na całe szczęście zapisałam sobie gdzie mamy się spotkać! Nie jestem taka głupia jak Shikamaru, o nie! Ja sobie zapisałam! Jestem mądra!
Mogłabym się jeszcze chwalić z miesiąc ale spieszyło mi się więc przestałam. Otworzyłam karteczkę i przeczytałam ''DUŻE DRZEWO''. Stałam przez chwilę bez ruchu wpatrując się w karteczkę. Może i jestem mądra, ale głupsza od Shikamaru. Westchnęłam ciężko, schowałam karteczkę z powrotem do kieszeni. Ruszyłam w stronę tego drzewa.
Po kilku minutach byłam pod DYŻYM DRZEWEM. Rozglądnęłam się.
- Uff.. - zgięłam się w połowie. Nie było go. Nie było go, jestem pierwsza! On też się spóźnił. Myślałam że taki ktoś jak ON, nie spóźni się, a jednak! Ha ha..
- Spóźniłaś się. - Wyprostowałam się natychmiastowo. Po plecach przeszły mi ciarki. A jednak to ja się spóźniłam. Byłam rozczarowana. Siedział na drzewie. Powtórzę, na DZREWIE! Na tym DUŻYM DRZEWIE! Spojrzałam na niego z głupkowatym uśmiechem.
- Gaara-Kun! Jesteś w samą porę! - na mojej twarzy tkwił nieszczery uśmiech.
- A ty nie. - Powiedział chłodno zeskakując z drzewa. Jakby był trochę ładniejszy zawalczyłabym o jego względy, ale nie. Zamyśliłam się na chwilę, ale 'obudził' mnie jego głos.
- Hej! Po co mnie tu wezwałaś? - widać było że ma ważniejsze sprawy na głowie.
- Ahh tak! - złożyłam ręce razem. - Mam taką sprawę.. - mówiąc to spojrzałam w jego oczy. Były na mnie złe, jakby umiał zabijać wzrokiem to ja bym już nie żyła. Było by to morderstwo DOSKONAŁE. Na szczęście nie potrafi, więc mówiłam dalej.
- No bo widzisz.. potrzebuję pomocy w.. - nie musiałam mówić dalej. W jego oczach łatwo dało się odczytać odpowiedź NIE. Lecz chciałam dokończyć.
- Chcę wyprawić Hina'cie urodziny! - uśmiechnęłam się głupkowato, inaczej mówiąc wyszczerzyłam się strasznie.
- I co mi do tego? - na jego twarzy pojawił się taki sam głupkowaty uśmiech jak mój, widać było że chce mnie wkurzyć. Udało mu się.
''No.. tym swoim piaskiem zrobiłbyś jakieś dekoracje..'' - omal mi się nie wymsknęło. Ale to nie jest dobry moment na żarty.
- Chodzi o to, czy mógłbyś razem z TenTen odciągnąć Hinat'e od Konohy.
Zestresowałam się trochę. Nie wiedziałam co zrobić. Prosić go o przysługę? O Boże, postradałam zmysły..
- Myślisz że Piąty Kazekage ma czas? I czy TenTen sama nie może tego zrobić?
W jego ustach to miało sens. Ten plan nie miał sensu!
- No tak.. - zupełnie nie wiedziałam co zrobić..
- Niech się zastanowię.. Nie. - mówił to takim tonem że już się poddawałam. Był bardzo przekonujący.
- Gaara-Kun! Proszę Cię! - próbowałam - Zrobię coś dla Ciebie w zamian!
- Przykro mi Ino-Chan. Nie mogę Ci pomóc..
Kombinowałam, Wewnętrzna Ino przerzucała pudła z kartkami (czyli z moimi myślami). Zaczęła boleć mnie głowa.
Wewnętrzna ja trafiła pudełkiem w jakieś czułe miejsce.
- Kombinuj!  - mówiłam do siebie tak by Gaara nie słyszał. Wewnętrzna Ino czytała kartki, ale nie było żadnego dobrego pomysłu. <Jak to możliwe! >
Byłam prawie na wyczerpaniu, nagle Wewnętrzna ja zawołała <Pieprzyć to!> i usiadła w kącie. Załamałam się tak jak ona. Gaara cały czas mi się przypatrywał.
- Wszystko w porządku? - zapytał po chwili. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się żałośnie.
- Gaara-Kun, szukasz może dziewczyny? Spojrzał na mnie dziwnym pytającym wzrokiem. Zarumienił się nieco. <Boże! Jak to możliwe?!> - krzyczała Wewnętrzna ja. <Mamy szanse!> Skakała radośnie.
- O co ci chodzi, Ino-Chan?
Uśmiechnęłam się tak samo jak Wewnętrzna Ino.
- Nie chodzi mi o mnie, ale o jakąś inna Kunoichi! - Miałam nadzieję że się na to chwyci.
- Nie, na razie nie. - odpowiedział mierząc mnie wzrokiem. O co mu chodziło?!
<Wybacz mu. Wybacz mu! WYBACZ MU!> darła się Wewnętrzna ja. Ostatnio dużo mówiła. Ale jak radziła darowałam mu to.
''Na razie nie'' - powiedział. Czyli jak zgodzi mi się pomóc będzie chciał coś w zamian! Będę w siódmym niebie pomagając mu!
- Na razie nie? - powtórzyłam po nim. Spojrzał na mnie zaskoczony <widzę rumieniec!>
 - Tak, na razie nie. Czego ty chcesz? - chyba miał dość moich podchodów. - Może jak mi pomożesz, to znajdę kogoś dla ciebie..
Użyłam mojego uroku. Mam nadzieję że zauważył. <Musiał zauważyć! Nie da się przegapić!> - no tak, odezwała się Wewnętrzna ja.
- Po krótkim zastanowieniu postanowiłem Ci pomóc.. Ale nie chcę nic w zamian. - westchnął. W oczach pojawiły mi się iskierki! Zgodził się! <Jesteśmy najlepsze!> Tak! Wewnętrzna ja miała racje! Udało się!
- No to okey! - uśmiechnęłam się - Przyjdź jutro pod.. - zaczęłam się zastanawiać. Pomyślałam o tej karteczce którą dalej trzymałam w kieszeni. Może znowu powinniśmy się spotkać pod tym DUŻYM DRZEWEM. Tak to chyba dobre miejsce.
- Może znowu pod dużym drzewem? - zaproponowałam chociaż jakby się nie zgodził to bym go zmusiła. Widziałam jak się zastanawia. <Czy to jest życiowa decyzja ośle?!>
- No dobrze. - kącik jego ust podniósł się ku maleńkiemu <mały ale chociaż jest> uśmiechu.
- Tylko się nie spóźnij. - dodał. Zanim zdążyłam odpowiedzieć go już nie było. Z moich ust chciało wylecieć ''Hai'' ale go już nie było. <Szybki jest!> Stałam tam chwilkę, sięgnęłam do kieszeni by sprawdzić czy mam tamtą karteczkę z napisem ''DUŻE DRZEWO'' - była. Mam nadzieję że jej nie zgubię. Schowałam ją ostrożnie z powrotem do kieszeni i ruszyłam w stronę domu.
  Byłam z siebie dumna. Załatwiłam urodziny Hina’cie! I to jakiego mamy pomocnika - GAARE! Jestem z siebie dumna!
- Jednak jestem mądrzejsza od Shikamaru! - mówiłam do siebie. - Nie mogę się doczekać reakcji Hinaty! - miałam uśmiech na twarzy. Ale nagle stanęłam jak wryta.
CZEKAJ, czekaj! Nawet nie ostrzegłam Hinaty że załatwię jej urodziny! Ale to może dobrze, lecz.. Spędzi cały dzień razem z Gaarą z Piasku!
- Jestem do niczego! Jestem głupsza od Shikamaru! - rozżalałam się nad sobą. <NIE MÓW TAK!> gdzieś w głowie darła się na mnie Wewnętrzna ja. No wiem, powinnam jej słuchać. Jestem bardzo ciekawa reakcji Hinaty..
Wędrowałam uliczkami aż dotarłam do swojego domu. Otworzyłam delikatnie drzwi. Tata siedział w salonie z tatą Shikamaru. Zobaczywszy mnie zawołał.
- Hej! Ino, patrz kto do nas przyszedł!
Spojrzałam w stronę taty Shikamaru. Podniosłam rękę i pomachałam na przywitanie.
- Ohayo Shikaku.
- Witaj Ino! Wybacz ale Shikamaru nie mógł przyjść! - uśmiechnął się do mnie. Nie oszukujmy się, przecież wiem że Shikamaru po prostu nie chciało się przyjść. Chciałam to powiedzieć ale zrezygnowałam. Za dużo mówienia. Śliny zabraknie i już nigdy nic nie powiem.. Stałam przez chwilę w przejściu. Nagle podniosłam głowę i pobiegłam do swojego pokoju.
Wewnętrzna ja gładziła swoją niewidzialną bródkę, w coś podobieństwo Holms'a.
Poznałam myślenie Nary! Może on właśnie o tym myśli kiedy milczy? Może nie jestem taka głupia! A może jestem od niego mądrzejsza! O tak! Wewnętrzna ja zaczęła radośnie tańczyć. Zaczęłam razem z nią choć po chwili przestałam i zamknęłam drzwi by ojciec oraz pan Nara mnie nie zobaczyli.
- Jestem taka mądra! - uśmiechałam się do siebie. Wewnętrzna Ino nagle stanęła jak wryta. Jej oczy wypełniły się łzami <Jesteśmy podobne do Shikamaru!> Usłyszawszy te słowa zaczęłam płakać ja ona.
- NIE! Tylko nie to! - krzyczałam zrozpaczona. Darłam się tak bardzo że przed drzwiami do mojego pokoju stanął tata i Shikaku. Zaniepokojony tata zaczął pukać .
- Ino-Chan, wszystko w porządku?
- Jestem podobna do Shikamaru! - wymsknęło mi się.
Spodziewam się, że obaj panowie nie wiedzą o co chodzi. Po chwili usłyszałam chichoty.
- Widzimy się na ślubie panie Nara.
- Jeśli Shikamaru będzie chciało się przyjść.
Obaj zaczęli się śmiać. Usłyszawszy to zaczęłam pukać wnerwiona w drzwi.
- Hej, o czym gadacie?!


Słyszałam całą tą rozmowę. Żyłka zaczęła mi pulsować na czole. Zdenerwowałam się. Ja wziąć za męża tego palanta? <Shikamaru jest nawet przystojny..> - uśmiechnęła się Wewnętrzna ja.
Gdybym mogła zabijać wzrokiem.. to bym jej i tak nie zabiła, no bo i jak?
Czy Wewnętrzna ja się myli?
Powinnam mieć te same myśli co ona.
No cóż, wskoczę w piżamę i znowu zasnę.
Jutro czeka na mnie robota!
Mam nadzieję że sen będzie przyjemny.

                                 DOBRANOC

__________________________________________

Także no.. to była moja pierwsza notka, uff. 
Mam nadzieję że się spodobało, i liczę na wasze komentarze - czy mam pisać dalej, czy też nie! Jestem zmęczona tą historią, wzięłabym inną wymyśliłam, ale nie mam pomysłów. :3
Dziękuję za przeczytanie! 

TAGI:
Naruto, 
Naruto Shippuuden,
Fanfiction,
ShikaIno,
GaaIno,
Ino Yamanaka,
NaruHina,
Gaara,
Nara Shikamaru,
Choji,